Chorwacki raj – Paklenica

Znów będzie wspinaczkowo jednak tym razem jest to relacja o pierwszych wspinaczkowych krokach w skale i to dosłownie 😉 Z racji zbliżającego się długiego weekendu majowego i możliwości odpoczynku przez dłuższy okres zastanawialiśmy się gdzie spedzić ten czas. Wybór padł na chorwacki park narodowy Paklenica, który znany jest głównie z wielowyciągowych dróg wspinaczkowych, ale można tam znaleźć także sporo dróg jednowyciągowych (sportowych) o różnych stopniach trudności. Z racji, że w Paklenicy znajdziemy drogi wspinaczkowe o stopniu trudności 3 w skali francuskiej – co stanowi doskonały punkt startowy dla początkującego wspinacza – nie wahaliśmy się ani chwili dłużej i zaczęliśmy przygotowania do wyjazdu.

W podróż udaliśmy się naszym “kamperem”. Z racji dość długiego dystansu zdecydowaliśmy się ją podzielić na dwa etapy. Przystankiem w naszej podróży stał się Balaton na Węgrzech, a dokładnie miejscowość Siofok. Podróż rozpoczęliśmy wieczorem 29-go maja, po ośmiu godzinach spokojnej jazdy przez Słowację i Węgry, około 2 w nocy znaleźliśmy się w miejscowości Siofok nad Balatonem. Szybko przetransformowaliśmy nasze autko na sypialnię i 15 minut później smacznie spaliśmy w śpiworach. Ciepły poranek zachęcił nas do wczesnego opuszczenia naszego legowiska, a piękna słoneczna pogoda sama wzywała nas do rozpoczęcia tego dnia aktywnie. Posilając się lekko ruszyliśmy w 30-minutowy bieg nad brzegiem węgierskiego Balatonu. Każdy kto biega, ten wie jakie to wspaniałe uczucie biegać tak z rana, gdy nie ma nikogo, jest rześko i przyjemnie. Aby się nieco odświeżyć i ochłodzić po bieganiu, rzuciliśmy się w spokojne wody Balatonu. Nawet nie spodziewaliśmy się, że woda może być tam całkiem ciepła już pod koniec kwietnia. Wreszcie świeży i pachnący mogliśmy przystąpić do najważniejszej części naszego poranka, czyli śniadania. Znaleźliśmy odpowiedni kawałek trawnika i rozłożyliśmy pled, żeby rozpocząć ucztę. Oczywiście nie mogliśmy zapomnieć o świeżo mielonej kawie przygotowanej w kawiarce i spożywanej z naszych ulubionych filiżanek, które mamy ze sobą na każdym wyjeździe. Zrelaksowani ruszyliśmy w dalszą drogę.

Krajobrazy zmieniały się w miarę pokonywanych kilometrów, aż w końcu na horyzoncie zaczęło się pojawiać morze, a samochód znikał w kolejnych tunelach drogowych pokonując liczne serpentyny. Po ośmiu godzinach jazdy Starigrad przywitał nas pięknym zachodem słońca. Już wiedzieliśmy, że będzie to wspaniały wyjazd.

Zachód słońca w Starigrad

Na nocleg zatrzymaliśmy się na wzgórzu powyżej miasteczka tuż przy wejściu na ścieżkę przyrodniczą Mirila. Tam znaleźliśmy spory plac, gdzie mogliśmy zaparkować nasz samochód oraz udogodnienie w postaci stolika (który był tu kiedyś) i ławki.

Nasz salon z widokiem na morze oraz kuchnia

Notabene jest to miejsce często wybierane jako nocleg przez innych kamperowiczów, ze względu na piękny widok na morze i góry, ogrom miejsca oraz rajską ciszę. Ciut wyżej znaleźliśmy dużo lepsze miejsce na nocleg, obszerniejsze oraz wyposażone w stolik, gdzie mogliśmy wspólnie gotować i jeść nasze posiłki.

Gotujemy 🙂

 

Poranek z widokiem na morze

Wreszcie nadszedł dzień pierwszego kontaktu ze skałą! 😉 Zabraliśmy ze sobą cały szpej(1) i ochoczo ruszyliśmy w kierunku wejścia do parku narodowego Paklenica. Nasze wspinanie skupiło się na skałach wąwozu Velika Paklenica.

Park narodowy Paklenica wita

Aby wejść na teren parku należy kupić bilet wstępu – więcej praktycznych informacji znajdziecie tu: Chorwacja – park narodowy Paklenica. Na teren parku możemy również wjechać samochodem, zakupując wcześniej bilet. My jednak zostawiliśmy samochód przed wejściem do parku, a trasę do wąwozu pokonaliśmy maszerując wzdłuż asfaltowej ścieżki. Zanim doszliśmy do właściwej części wąwozu musieliśmy pokonać około 2-3 kilometrów. Po drodze natknęliśmy się na wypożyczalnię sprzętu wspinaczkowego, a idąc dalej w głąb wąwozu na sklep z pamiątkami, w którym można się też wyposażyć w przewodniki wspinaczkowe i mapy tego rejonu. Postanowiliśmy się w nie zaopatrzyć, żeby wiedzieć w jakie drogi wspinaczkowe się wstawiamy i odpowiednio zaplanować wspinaczkową logistykę.

Ta właściwa część wąwozu

Kiedy weszliśmy na kamienistą ścieżkę naszym oczom ukazał się prawdziwy wspinaczkowy raj. Po obu stronach ścieżki można znaleźć sportowe drogi wspinaczkowe w każdym stopniu. Mając tak wielki wybór, a zarazem niewielki staż wspinaczkowy postanowiłam rozpocząć moją przygodę ze wspinaczką od drogi Kovalski w sektorze Klanci wycenioną na 3+. Florian zawiesił mi wędkę(2), a ja poszłam jak burza. Po dojściu do końcowego łańcucha wszystkie moje obawy znikły, a droga okazała się bardzo przyjemna i całkiem nietrudna. Za namową Floriana i zarazem z pozytywnym nastawieniem do wspinania za następne cele obrałam już drogi czwórkowe, a każda następna była ciut trudniejsza od poprzedniej. Stopniowo przeszłam drogi od 4a do 4c. Nawet nie sądziłam, że wspinanie może być aż tak przyjemne i fascynujące, pomimo tego, że trzeba się przy nim trochę napocić. Choć pogoda nam dopisywała to czasem deszcz sprawiał nam psikusa, przez co miejscami skała była trochę mokra, ale z pewną dozą ostrożności i użyciem większej ilości magnezji przejście dróg było możliwe. Poniżej kilka zdjęć z moich zmagań ze skałą 😉

Przed ostatnimi ruchami na drodze 4c

 

Można chwilę odpocząć

 

I idziemy dalej 😉

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że w Paklenicy znajdziemy dużo świetnych dróg wspinaczkowych dla początkujących, Florian potwierdza, że dla średniozaawansowanych wspinaczy drogi są równie odjazdowe. Musimy jednak przyznać, że część dróg jest już trochę wyślizgana 🙁

Park Narodowy Paklenica słynie głównie z górskich dróg wielowyciągowych, których znajdziemy tam całe mrowie, a najwięcej na północno-zachodniej ścianie Anića kuk. Niektóre z nich mają nawet do 350 metrów długości!

Anića kuk

Z powodu braków sprzętowych oraz niewielkiego jeszcze mojego doświadczenia wspinaczkowego zrezygnowaliśmy z wielowyciągowych dróg. Mamy nadzieję, że jeszcze wrócimy do Paklenicy i spróbujemy tamtejszych wielowyciągów, na pewno będzie to wspaniała przygoda. Mimo to Paklenica jest rewelacyjnym rejonem nie tylko pod względem wspinaczkowym, a więc 3 dni z naszego wyjazdu przeznaczyliśmy na wspinanie, a w dni odpoczynkowe od wspinania zwiedzaliśmy i poznawaliśmy okolicę. Chcąc bardziej zaznajomić się z Parkiem Narodowym Paklenica wybraliśmy się na jednodniowy trekking po jego szlakach.

Rajskie krajobrazy

Udaliśmy się wzdłuż kanionu Wielka Paklenica do schroniska Planinarski Dom. Po drodze mijaliśmy same rajskie krajobrazy oraz wspaniałe miejsca, jednym z nich jest jaskinia Manita peć gdzie znajdziemy fantastyczne formy krasowe, polecamy ją zobaczyć. Po drodze mijamy chatę Lugarnica – całkiem przyjemne miejsce gdzie można odpocząć i się posilić. Wreszcie dochodzimy do schroniska Planinarski Dom, jest to bardzo dobre miejsce na dłuższy wypoczynek, a także doskonała baza wypadowa w wyższe partie gór Velebit i ich najwyższy szczyt Vaganjski Vrh. My jednak w tym miejscu tylko odpoczywamy i ruszamy w powrotną drogę, jednak innym szlakiem niż ten którym tu dotarliśmy.

Planinarski Dom

Na szlaku spotykamy bardzo dużo różnego rodzajów gadów. Całkiem normalna rzecz na Chorwacji, dlatego warto uważać i patrzeć pod nogi.

Co w trawie piszczy

Oprócz pięknych krajobrazów i różnego rodzaju gadów natknęliśmy się również na tajemnicze płyty nagrobkowe. To nic innego jak Mirila, czyli kamienne pomniki, a tak na prawdę to płyty pokryte zawiłymi zdobieniami. Znaleźć je możemy na górskich ścieżkach, przełęczach czy polanach gór Velebit, zachowane z czasów kiedy na tych terenach znajdowały się wioski trudniące się wypasem bydła (XVII-XX w.). Mirila zachowują wspomnienie o osobach, które zginęły na górskich zboczach i musiały zostać przeniesione do wiejskiego kościoła, a następnie na cmentarz gdzie zostali pochowani. Podczas tak trudnych podróży wolno było zatrzymać się, odpocząć i umieścić zmarłego na ziemi tylko w jednym miejscu – miejscu gdzie zmarły po raz ostatni przywitał się ze słońcem. W tych miejscach właśnie stawiano Mirila.

Mirila

Jeszcze tego samego dnia postanowiliśmy wejść na szczyt Anića Kuk. Oprócz wcześniej wspomnianej północno-zachodniej ściany, na Anića Kuk możemy dostać się dobrze oznakowaną drogą od strony wschodniej. Jednak nie jest zwykła ścieżka, a szlak wymagający od nas choć minimalnych umiejętności poruszania się w skalnym terenie, nie ma się co martwić na zapas, szlak ten nie jest aż tak trudny i straszny na jakiego wygląda. Warto wejść na Anića Kuk by móc podziwiać wspaniałe widoki.

Szlak prowadzący na Anića Kuk do wschodniej strony

 

Florian na szczycie Anića Kuk

 

Piękne widoki ze szczytu Anića Kuk

Kolejny dzień odpoczynkowy spędziliśmy na zwiedzaniu miasta Zadar. Pogoda w tym dniu trochę nam nie dopisywała bo było deszczowo i burzowo – z tego powodu nie mogliśmy się wspinać ale za to była to idealna aura na przechadzki po mieście. Ulice opustoszały, a my mogliśmy spokojnie spacerować po zabytkowej części Zadaru. Kiedy zaczynało padać chowaliśmy się pod pierwsze napotkane zadaszenie. Zresztą przecież nie jesteśmy z cukru i deszcz nam nie straszny. O Zadarze dużo można powiedzieć i napisać, najlepiej pojechać i go zobaczyć, przejść się jego uliczkami i choć trochę poznać. Więcej informacji znajdziecie w naszym praktycznym info dotyczącym tego wyjazdu (Chorwacja – park narodowy Paklenica)

Kościół Św. Marii w Zadarze

Następne dni spędziliśmy znów wspinając się w parku narodowym Paklenica, a nasza bazę noclegową stanowiła wcześniej wspomniana miejscówka ze wspaniałym widokiem na morze. Potem został już tylko powrót do Polski z przystankiem nad Balatonem oczywiście 🙂

W oczekiwaniu na burzę

Podczas ostatnich dni pobytu w Chorwacji udało nam się przeżyć niesamowitą przygodę – po powrocie z Zadaru pogoda cały czas nie chciała z nami współpracować, ciągle było deszczowo i burzowo. Jakoś udało nam się zjeść kolację i bez pośpiechu przygotować nasze autko do spania. Cały czas obserwowaliśmy jak burza zmierza ku nam. W końcu kiedy pierwsze duże krople deszczu spadły na ziemię, my szybko zaszyliśmy się w naszym “kamperze”. Nie mieliśmy jeszcze okazji spędzić aż takiej nawałnicy w samochodzie. Wiejący wiatr bujał naszym “kamperem” a deszcz miarowo uderzał w niego. Początkowo trochę obawialiśmy się co się będzie działo, jednak monotonia dźwięków spowodowała, że szybko zapadliśmy w głęboki sen. Jeszcze nigdy nie spaliśmy tak błogo, gdy na zewnątrz szalało takie oberwanie chmury.

Więcej zdjęć z naszego wyjazdu znajdziecie na flickr:

Chorwacja - Paklenica 2018

Wyjaśnienie:

  1. Szpej – w żargonie wspinaczkowym termin ten określa sprzęt wspinaczkowy, np. lina, karabinki, uprzęże, itp.
  2. Wspinanie na wędkę – wspinanie z górną asekuracją, gdzie lina przewieszona jest przez stanowisko kończące drogę wspinaczkową. Po odpadnięciu od ściany wspinacz zatrzymuje się w miejscu, w którym odpadł.